4/03/2018

portret: Elizabeth

Elizabeth spotkałam jakiś miesiąc temu. Mam wrażenie, jakbym ją znała od dawien dawna. Może dlatego, że wyglądem przypomina moją dobrą znajomą z Polski, która wyjechała do Stanów. Tak, wszyscy jesteśmy migrantami. Elizabeth tak naprawdę ma na imię Alžbeta, ale nie znosi, kiedy się tak do niej mówi. Ma 21 lat i pochodzi ze Słowacji, studiuje w Bratysławie, coś podobnego jak kulturoznawstwo, tylko bardziej sprzężone z marketingiem. Dzieciństwo spędziła w jakiejś małej wiosce, więc była autentycznie zdziwiona moją dietą. Zresztą, wszystkim jest autentycznie zdziwiona i to w niej lubię najbardziej. Przez pierwsze tygodnie tutaj wszyscy prowadzili mnóstwo kurtuazyjnych small talków, pytali się nawzajem o to, skąd są, ile mają lat, co studiują, czy podoba im się Osijek, a po paru godzinach znów nawet nie pamiętali swoich imion. A Elizabeth rozmawiała naprawdę, cała zamieniała się w słuch, zadawała mnóstwo pytań i była tak prawdziwie zainteresowana każdym faktem z życia rozmówcy, że nie da się nie lubić z nią gadać. Rzadko się trafia na takie osoby. Lubię ją też dlatego, że nikogo nie udaje, nikomu nie stara się przypodobać. Kiedy chce iść na imprezę, idzie, kiedy chce być sama, mówi o tym. W nosie ma to, co inni o niej myślą, robi to, na co ma ochotę i to też nie jest wcale takie częste. Osijek nie bardzo jej się podoba, za małe to miasto dla niej, co w sumie rozumiem, skoro większość życia spędziła w małym miejscu. Ale stara się jak może, chodzi na chorwacki, chce chodzić na lekcje tańca, chce chodzić na basen, chce mieć rower, chce wszędzie pojechać, wszystkiego chce spróbować. I jest bardzo gościnna - kiedy tylko spotykamy się u kogoś w domu na piwo czy herbatę, zawsze u niej. Z tych wszystkich powodów jest jedną z moich ulubionych osób tutaj. Jest otwarta, ale pozostaje sobą. Naprawdę bym się ucieszyła, gdyby odwiedziła mnie kiedyś. Albo ja ją.

2 komentarze: