4/07/2018

miasto żyje!

Wczoraj ESN powiedzieli nam, że dziś rano można w mieście kupić różne różności. Nie wiedząc, czego się spodziewać, poszliśmy sprawdzić, jakie też różności mieli na myśli. Okazało się, że dziś miasto tętni życiem jak nigdy przedtem. Po pierwsze, dzisiaj odbywał się półmaraton - ulice pozamykane, setki biegaczy i dopingujących. A po drugie, w Tvrdy miał miejsce wielki jarmark z naprawdę wszystkim. Można było kupić jedzenie, antyki, obrazy, książki, lawendę, koronkowe obrusy, ceramikę, winyle, zegary, meble, noże, instrumenty, WSZYSTKO.

Początkowo byłam pewna, że nie będę tracić pieniędzy, których przecież już nie mam (tak, tak - euro się skończyło), ale przecież nie będzie lepszej okazji do kupienia pamiątek. Więc spędziłam 2 godziny na chodzeniu między straganami, wybieraniu, targowaniu się nawet (!) i mam wszystko dla wszystkich. Pokazać nie mogę, bo jak ktoś zobaczy, nie będzie miał niespodzianki. Na końcu sobie kupiłam koszulę przy stoisku schroniska, co by ich wspomóc, posłuchałam jednego zespołu, który grał w Tvrdy,
później w drodze do domu napotkałam kolejny, więc przysiadłam w ogródku pobliskiej kawiarni, żeby posłuchać kapeli, która - jak się potem okazało - zwie się ChordOnBlue. Słuchając ja piłam bambus (wino z colą), nieopodal przystanął jakiś niebieski ptak z butelką piwa, a chłopcy grali przeróżne rzeczy, z czego najbardziej i mnie i miejscowego ucieszyli Doorsi.
Było prawie jak w Poznaniu na Półwiejskiej - wiosna, kawa, muzyka na ulicy.
Ale potem trzeba było wrócić do domu i pisać doktorat, który wisi nade mną jak ciemna chmura, zawsze rzucając cień na takie słoneczne momenty ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz