Początkowo byłam pewna, że nie będę tracić pieniędzy, których przecież już nie mam (tak, tak - euro się skończyło), ale przecież nie będzie lepszej okazji do kupienia pamiątek. Więc spędziłam 2 godziny na chodzeniu między straganami, wybieraniu, targowaniu się nawet (!) i mam wszystko dla wszystkich. Pokazać nie mogę, bo jak ktoś zobaczy, nie będzie miał niespodzianki. Na końcu sobie kupiłam koszulę przy stoisku schroniska, co by ich wspomóc, posłuchałam jednego zespołu, który grał w Tvrdy,
później w drodze do domu napotkałam kolejny, więc przysiadłam w ogródku pobliskiej kawiarni, żeby posłuchać kapeli, która - jak się potem okazało - zwie się ChordOnBlue. Słuchając ja piłam bambus (wino z colą), nieopodal przystanął jakiś niebieski ptak z butelką piwa, a chłopcy grali przeróżne rzeczy, z czego najbardziej i mnie i miejscowego ucieszyli Doorsi.
Ale potem trzeba było wrócić do domu i pisać doktorat, który wisi nade mną jak ciemna chmura, zawsze rzucając cień na takie słoneczne momenty ;)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz