4/05/2018

portret: Ivica

Miesiąc temu, kiedy wracałyśmy z Alli z Budapesztu, było późno, zimno i daleko do tramwaju. Wezwałyśmy więc taksówkę. Kierowca zaczął nas zagadywać po chorwacku, ale nic oczywiście nie rozumiałyśmy, spytał więc, skąd jesteśmy, i kiedy już mu odpowiedziałyśmy, powiedział tak:
- Przecież możemy pomówić po polsku.
Zdębiałam. Okazało się, że pan mówi po polsku, bo spędził w Polsce 15 lat. Jako, że droga do naszej chałupki długa nie jest, nie zdążyliśmy się nagadać. Ale wymieniliśmy się namiarami i umówiliśmy na kawę, żeby pogadać o starych Polakach, dosłownie i w przenośni.
Kawa trwała 2 godziny i dowiedziałam się, że Ivica (tak panu imię) wyjechał do Polski niedługo po wojnie. Miał 2 polskie żony, z jedną z nich prowadził sklep odzieżowy. Mieli dużo pieniędzy, do pewnego momentu. Potem sprawy się pokiereszkowały, zarówno finansowo, jak i uczuciowo, i Ivica wrócił do Osijek, skąd pochodzi. Szczegółów tego załamania nie znam, niech to pozostanie jego tajemnicą. Najistotniejsze wydaje mi się to, co opowiadał o Polsce i o Chorwacji. Przede wszystkim - jest bardzo niepocieszony, że musiał wrócić. Nie lubi Chorwacji. Mieszkał w Warszawie i w porównaniu z naszą stolicą Osijek jest jak jedna z dzielnic, i to tych mniejszych. Twierdzi, że wszystko się tu zmieniło po wojnie. Kiedyś miasto było pełne ludzi, dziś jest ich zaledwie połowa. Młodzi wyjeżdżają, nie ma tu pracy. I zmienili się mieszkańcy po wojnie, są bardziej spięci, nastawieni na pieniądze, mniej przyjacielscy. Kiedyś istniały tu fabryki, dziś zostały tylko dwie. I Chorwacja, mówi, jest w położeniu prawie tak złym jak Grecja. Wybrzeże jest bogate, ale tylko wybrzeże. Cała reszta strasznie biedna. Za to w Polsce - jego zdaniem - dużo możliwości, ludzie bardziej otwarci, lepiej się z nimi bawi, kobiety bardziej przystępne i wszystko lepsze.
Nie wiem, na ile to wszystko prawda, a na ile idealizacja. Najwidoczniej Ivica najlepsze lata życia spędził właśnie w Polsce. Na Chorwację patrzy krytycznie, ale zapewne ma dużo racji, bo przez cały ten czas nieobecności, wyrobił sobie dystans. Do Polski chciałby wrócić, więc jeśli czyta to jakaś potencjalna trzecia żona, proszę o wiadomość :)
Co do Polaków i Chorwatów - mam oczywiście zupełnie inne wrażenia. Wydaje mi się, że my jesteśmy bardziej zamknięci, mniej wyluzowani, bardziej się przejmujemy, ciągle gdzieś pędzimy. A tu chorwacki paradoks, ludzie biedni, pieniędzy nie ma, a kawiarnie i kluby cały czas pełne. I temperament słyszany w języku. 
Cóż, trzymajmy kciuki za Ivicę, oby udało mu się zawitać znów do Polski, bigos i żubrówka czekają!

2 komentarze:

  1. Przewijałem ten wpis od dołu więc zobaczyłem najpierw zdjęcie. Pomyślałem sobie automatycznie "ten pan wygląda jakby był taksówkarzem"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że wciąż Ci nie przeszło. Najpierw Natalia na Półwiejskiej wiele lat temu, teraz pan taksówkarz. Ajajajaj.

      Usuń