Kiedy wybierasz się gdzieś z osobą, której nie znasz, zawsze ryzykujesz. Może być naprawdę fajnie albo naprawdę kiepsko. Albo różnie, bo możecie mieć odmienne potrzeby, oczekiwania, styl eksplorowania miasta, inny rytm wszystkiego - spania, posiłków, towarzyskości, nawet tempo chodzenia odmienne. Więc musiałyśmy się na początku wyczuć, ale długo to chyba nie trwało, bo już przy tej herbacie było okej, a na drugi dzień okazało się, że właściwie mamy bardzo podobne podejście do spraw. Wieczorem wypiłyśmy wspólnie wino nad rzeką, żeby łatwiej było pogadać głębiej, a nie tylko po powierzchni i zorientowałyśmy się, co nam w duszy gra i co nam leży na wątrobie. Lubiłam to, że nie miałyśmy obie na nic ciśnienia i że obie tak samo nie mogłyśmy się zdecydować w kwestii najprostszych wyborów typu na której siadamy ławce i że pasowało nam zarówno iść do muzeum, jak i przedzierać się przez górskie zarośla. Naprawdę udany trip pod tym względem.
Zabawne, bo pewnie gdyby nie wymiana w sąsiednich krajach, nigdy byśmy się tak naprawdę nie spotkały. Poznałybyśmy się w lutym na moment i szybko o sobie zapomniały. A teraz niezależnie od tego, jak się losy naszej znajomości potoczą, Magda już zawsze będzie mi się kojarzyła z Sarajewem i tymi wszystkimi ważnymi doniosłością albo pięknem momentami, które obie tam przeżyłyśmy. Zawsze będzie dla mnie taka... bałkańska ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz