4/18/2018

portret: Zac

Kiedy trafiłyśmy do naszego hostelu w Sarajewie, w recepcji siedział ten jegomość. Ubrany był w czarną koszulę, kapelusz i wyglądał trochę jak Ethan Hawke. Oczywiście okazało się, że mamy wspólny pokój. Bardzo szybko się do nas przyłączył, oprowadził nas po mieście, opowiedział masę rzeczy, zabrał nas na obiad, za który zapłacił, poszedł z nami nawet do muzeum. Nawijał jak armata, więc po jakimś czasie miałyśmy go troszkę dosyć, z kilku powodów: prawie nie zadawał pytań, niektóre jego opowieści brzmiały mało wiarygodnie, jego angielski był tak płynny i poprawny (nejtiw), że po jakimś czasie trudno było nam dorównać mu tempem myślenia i budowania zdań. A poza tym my się jeszcze kompletnie nie znałyśmy i potrzebowałyśmy trochę czasu dla siebie. Zrozumiał i nas zostawił, ale później spędziłyśmy z nim kawałek wieczoru, a właściwie dwóch.
I tak - nasz kolega ma na imię Zac, ma 23 lata i pochodzi z... Australii. W Sarajewie czekał na pozwolenie na pobyt w Chorwacji. Podróżuje już od jakiegoś czasu, widział prawie całą Europę, teraz czai się na Ameryki i na Azję. Pieniądze ma, bo jest milionerem. Gdy miał 15 lat, uczestniczył w wypadku, w którym prawie zginął. Dostał ogromne odszkodowanie plus rentę, więc teraz ma hajs na wszystko. Coś za coś. Tylko on ocalał - cała reszta bardzo bliskich mu osób zginęła. A on sam ledwo przeżył - spędził wiele dni w szpitalu, a po wypadku została mu epilepsja i dziura w głowie. Po prostu - nie ma kawałka głowy, dlatego nawet latem nosi czapkę albo kapelusz. I dlatego ciągle pali trawę, to jego lekarstwo. Kręcił jointy od samego rana. I wszystko to prawda - widziałyśmy zdjęcia ze szpitala, choćby nawet był bajkopisarzem, to nie w tym względzie. Zac ma mnóstwo tatuaży, które upamiętniają jego historię, całe życie od wypadku skondensowane w tuszu pod skórą. Jest cholernie sympatyczny, inteligentny, ale też ździebko namolny i... niepokojący? Bo jaki może być człowiek po takich przejściach. Musi mieć jakieś piętno, którego nie widać, gdzieś w środku. Zac podróżuje po świecie, ale z nikim się nie zaprzyjaźnia. Po co, skoro wszystko jest tylko na chwilę. Więc żyje tak sobie bez korzeni i trochę to smutne. Miejmy nadzieję, że w przyszłości poukłada mu się wszystko to, co tylko poukładać się może.


PS A facebook mnie naprawdę przeraża. Dla draki wpisałam w wyszukiwarkę "Zac Australia" i od razu się wyświetlił. Cóż, przynajmniej wiem, że z resztą też nie ściemniał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz